NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Hołd zbiorowemu szaleństwu

Kolejna rocznica powstania Warszawskiego skłania mnie do pewnej refleksji. Warto zwrócić uwagę, że z tych samych faktów, przesłanek i wydarzeń wyciągamy dwa, zupełnie przeciwstawne wnioski.

Z jednej strony mamy podsycane przez tzw. prawdziwych patriotów mit o heroizmie i bezwzględnej konieczności walki z okupantem. Na ten temat zostało napisane i powiedziane bardzo wiele. Z drugiej zaś strony jest też grupa osób (ja się do nich zaliczam), która widzi w powstaniu nie tylko heroiczny zryw, ale przede wszystkim skrajnie nieodpowiedzialną decyzję dowódców, która doprowadziła do prawdziwej hekatomby.

W czym hołdować AK za spowodowanie śmierci 200 tysięcy osób i wypędzeniu 600 tysięcy, z czego 150 tys trafiło do obozów pracy? Gdzie jest tutaj bohaterstwo, a gdzie tylko chęć przywitania Armii Czerwonej? Dowództwo wiedziało wówczas, że żołnierze Armii Czerwonej rozbrajają polskie oddziały nawet tam, gdzie Polacy byli pierwsi. Jak bardzo krótkowzroczni byli decydenci i czy faktycznie zasługują w kontekście decyzji oraz ich konsekwencji na szczególny hołd?

Zastanawiające jest, jak bardzo lubimy celebrować klęski, a przecież Powstanie Warszawskie skończyło się katastrofą. Stoję na stanowisku, że przy ogromnym szacunku dla Powstańców, a może przede wszystkim ze względu na ten szacunek z decyzji dowódców AK należy wyciągać odpowiednie wnioski i stosować wobec nich adekwatne oceny.

Czy entuzjaści martyrologii związanej z Powstaniem w podobnej sytuacji znów chętnie wysłaliby na śmierć tysiące młodych ludzi, pozwoliliby na zabijanie żon, matek, ojców i braci? Ja stoję zdecydowanie na stanowisku, aby już nigdy nie przyszła nam do głowy chęć popełniania zbiorowego samobójstwa. Bez względu na intencje, decyzje, które zapadły 73 lata temu spowodowały piekło. Piekło na ziemi. Oby nigdy więcej. O tym należy mówić głośno i przy każdej okazji.
Trwa ładowanie komentarzy...