O autorze
Jestem posłem na sejm VIII kadencji. Jestem członkiem klubu parlamentarnego Nowoczesna. Zasiadam w komisji Gospodarki i Rozwoju oraz w Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Mój blog ma być poświęcony bieżącej sytuacji politycznej oraz gospodarczej. Więcej o mnie można dowiedzieć się na stronie www.pawelkobylinski.pl

Prezes nie pęka. Dekoncentruje.

W orędziu, które faktyczny wódz państwa wygłosił w opłacanej sowicie telewizji przekaz był jasny. Ani kroku w tył. Więcej, czas otworzyć nowe fronty. Weto Prezydenta było „poważnym błędem”, ale trzeba iść do przodu. Za wszelką cenę. Nawet jeśli ta będzie liczona w miliardach złotych, a zapłacą podatnicy z własnych kieszeni. Jak może wyglądać skok na media i ile to będzie kosztować?

Analizę wystąpienia w toruńskiej telewizji, podczas którego Jarosław Kaczyński wygłaszał swoje orędzie pozostawiam przenikliwym komentatorom i znawcom osobowości prezesa. Zwrócę tylko uwagę na jedno, a mianowicie zapowiedzianą „dekoncentrację mediów”. Warto odnotować dwa fakty. Po pierwsze problem koncentracji mediów jest w Polsce dyskusyjny i należy spoglądać nań w szerszym kontekście uwzględniając również legislację Unii Europejskiej (z tym PiS od początku ma poważny problem). Po drugie oczywiste jest, że chodzi jedynie o to, aby media, które nie są partii władzy przychylne łatwiej było pacyfikować, a pod przykrywką dekoncentracji należy rozumieć skok na prasę lokalną, która dzisiaj znajduje się w prywatnych rękach. To akurat nie jest zbyt skomplikowane do rozszyfrowania. Oczywiście pytanie brzmi: dlaczego prezes mówi o tym w sposób tak otwarty i dlaczego „wielki strateg” zdradza swoje plany?

Bez względu na koszty

Poseł Kaczyński na finansach się nie zna i nie interesuje go, ile kosztują polityczne decyzje. Od tego ma Mateusza Morawieckiego, który (o czym jestem głęboko przekonany) coraz bardziej zastanawia się, ja to wszystko poskładać w całość, żeby „starczyło do pierwszego” czyli najbliższych wyborów. Budżetowa nadwyżka jest fajna, bo można wokół niej zrobić trochę PR-u, ale na faktyczne wyniki trzeba popatrzeć w dłużej perspektywie i wie to każdy, kto chociaż trochę interesuje się finansami.

O tym, jak kosztowne w skutkach mogą być gospodarcze decyzje aprobowane przez polityków może świadczyć przykład sprzedaży FM Banku. Nie wdając się w szczegóły techniczne przypomnę tylko, że inwestor Abris Capital Partners został w 2015 roku zmuszony przez KNF do sprzedaży akcji wspomnianego banku. Nie zgadzając się z takim postępowaniem fundusz rozpoczął walkę. Niedawno Instytut Arbitrażowy przy Izbie Handlowej w Sztokholmie podjął decyzję, że Polska ma zapłacić na rzecz Abrisu ponad 2 mld złotych. Jaką ostatecznie kwotę zapłacimy to się dopiero okaże, ale z pewnością będzie to kwota bardzo zbliżona. Minister Morawiecki już szuka na to pieniędzy. I będzie je musiał znaleźć. W tej sprawie złożyłem (wspólnie z posłanką Pauliną Hennig-Kloską) interpelację z pytaniami między innymi o to, kto z polskiej strony prowadził tę sprawę i skąd będą pochodziły środki na zapłatę odszkodowania. Faktem jest, że sprawa ma swój początek w 2014 roku, ale decyzja w sprawie odszkodowania zapadła w lipcu 2017. Co do tej pory działo się w tej sprawie? Minister Morawiecki pozostawał bierny tylko po to, aby wykorzystać ją politycznie i wskazać palcem poprzedników? Dość to kosztowna zagrywka.

Przykład ten pokazuje, jak mogą skończyć się zapowiedzi dotyczące „dekoncentracji mediów”. Inwestorzy zmuszeni „nakazem sprzedaży” do pozbycia się udziałów w konkretnych firmach będą występowali na drogę prawną, a w konsekwencji Polska będzie musiała płacić gigantyczne odszkodowania. Raz jeszcze podkreślam, że w moim przekonaniu (i nie sądzę, abym był odosobniony) nie chodzi o żadną dekoncentrację. Można powiedzieć, że zapowiedziana przez Kaczyńskiego „reforma rynku medialnego” w Polsce jest tak samo prawdziwa, jak reforma sądownictwa ustawami o Sądzie Najwyższym i KRS.

Z premedytacją pomijam tutaj kwestię dotyczącą wolności oraz niezależności mediów, a także dyskusji na temat ich przyszłości pod rządami PiS. Wystarczy jednak przyjrzeć się efektom dewastacji mediów publicznych, z których uczyniono tubę dla ordynarnej propagandy obecnej władzy, aby zrozumieć, że sprawy idą w złym kierunku. Mam ogromną nadzieję, że podobnie, jak w przypadku sądów Polacy nie pozwolą na odebranie sobie wolnych mediów i pokażą władzy, że „że nie będzie zgody na takie metody”.

Zwracam uwagę na często pomijany w gorącej dyskusji fakt, że polityczne decyzje, szczególnie dotyczące biznesu zawsze mają swoje konsekwencje. Kaczyńskiego to nie obchodzi, ale nas jak najbardziej powinno. Ewentualne kary zapłacimy z własnych kieszeni.
Trwa ładowanie komentarzy...