NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Trumpigula. Od konia do prezydenta

Ameryka nie ma ostatnio szczęścia do prezydentów. Jedni wywoływali wojny, z której drudzy się wycofywali zostawiając za sobą spaloną ziemię lub, jak kilka dni temu zrywają ważne międzynarodowe umowy. O ile wojny toczyły się z dala od Europy, o tyle zerwanie porozumienia z Paryża może oznaczać dla nas poważne kłopoty. I nie chodzi wyłącznie o jeden dokument, ale o sposób, w jaki Trump prowadzi i będzie prowadził swoją politykę.

Zapowiedź zerwania porozumienia z Paryża zelektryzowała całą Europę. Nie tylko dlatego, że umów należy dotrzymywać, ale również dlatego, że kwestia klimatu na świecie to bodajże najważniejszy element naszego życia.

W 2001 roku w Białym Domu pojawił się młody Bush. Człowiek-niszczyciel o wyjątkowo przeciętnej inteligencji, który w spadku pozostawił rozbity Bliski Wschód. Na tej wojnie najwięcej zarobił amerykański przemysł zbrojeniowy i z perspektywy czasu można pokusić się o tezę, że biznes był głównym motywem zbrojnej interwencji. To również Bushowi zawdzięczamy między innymi kryzys finansowy na świecie. Jego następca, Barack Obama za bardzo rozbudził w swoim społeczeństwie nadzieję na „zmiany”. Na arenie międzynarodowej nie udźwignął kwestii pomocy dla Egiptu, gdy islamiści przejmowali władzę po protestach na placu Tahrir. Barack Obama nie zaprowadził porządku w Iraku, podejmując fatalną decyzję o wycofaniu wojsk.

A teraz nastała Era Trumpa. Postaci przedziwnej, która podczas śpiewania hymnu kiwa i uśmiecha się, co wygląda chwilami niepokojąco. Prezydenta, którego tajemnicze związki z Rosją są tak silne, że gdyby prezydentem nie był powinien ze względu na przedmiotowe relacje być bacznie obserwowany przez CIA i Secret Service.

Gburowaty biznesman, o którym już w kampanii wyborczej mogliśmy się dowiedzieć, jaki ma stosunek do kobiet został wybrany prezydentem USA. I byłoby może łatwiej potraktować to lekko, gdyby rzecz dotyczyła przywódcy nic nie znaczącego, małego kraju. Tymczasem wynik amerykańskich wyborów prezydenckich ma przemożny wpływ na większość zachodniego świata. I dzisiaj lokator Białego Domu może w szczególny sposób zadecydować o przyszłości kolejnych pokoleń.

Porozumienie paryskie miało na celu zahamowanie emisji gazów cieplarnianych. Temperatura na ziemi rośnie i mimo, że nadal dla wielu ludzi termin „ocieplenie klimatu” kojarzy się głównie z nieco gorętszym niż onegdaj bywało latem to problem jest poważniejszy. Już za kilkadziesiąt lat kolejne setki milionów ludzi będzie musiało zmierzyć się z brakiem wody i pożywienia. Na tym tle będą wybuchały krwawe konflikty, a te pociągną za sobą taką falę uchodźców, że żadne mury w wykonaniu „orbanów” i „kaczyńskich” nie pomogą. Warto przy tej okazji odnotować, że wspomniane problemy dotkną także cześć Europy. Wcale nie jest oczywiste, kto i skąd będzie musiał uchodzić.

Spokojnie. To nie za rok, nie za dwa. Ale jeśli chce się być prawdziwym przywódcą, to nie robi się konia senatorem jak Kaligula (lub konsulem w zależności od przekazu historycznego), ani też nie wypowiada się porozumień tej wagi.

Bardzo żałuję, że nie można zmusić Trumpa do spędzenia chociażby jednego dnia w Sudanie południowym na równi z jego mieszkańcami. Myślę, że nawet człowiek o tak rozbuchanym ego, jak obecny prezydent USA szybko zrozumiałby, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego jego decyzja o wycofaniu się z paryskiego porozumienia jest zła, nierozsądna, niebezpieczna i po prostu głupia.

Trump czasów „za kilkadziesiąt lat” prawdopodobnie nie dożyje. Jego potomkowie z odziedziczonym bogactwem pragnienia i głodu nie zaznają. I właśnie dlatego Trump jest złym prezydentem i złym przywódcą dla świata. Oznacza tylko kłopoty. Kiedyś młodzież mówiła o kimś takim „kosmita”. Oderwany od rzeczywistości nie ma najmniejszego pojęcia, że właśnie uruchomił zegar w ekologicznej bombie.
Trwa ładowanie komentarzy...