Tonący brzydko się chwyta

Za kilkanaście dni miną dwa lata od wyborów prezydenckich w 2015 roku. Andrzej Duda, który te wybory wygrał i przysięgał stać na straży Konstytucji zrobił w tym czasie maksymalnie dużo, aby zniszczyć zapisany w niej porządek prawny.

Wykrzykując swoje przemówienie 3 maja Prezydent Andrzej Duda był tak przejęty, że chyba sam do końca nie panował nad tym, co rzeczywiście chciał powiedzieć. Być może wcale nie chodziło o referendum, kilkanaście pytań i konsultacje. Być może chodziło o coś zupełnie innego. Mógłby to może wytłumaczyć wybitnie sprawny (i nie ma tu sarkazmu) rzecznik Marek Magierowski, ale właśnie podał się do dymisji i nie jest wykluczone, że obie sprawy mają ze sobą związek. Na marginesie „Bardzo dobry rzecznik złego prezydenta”, jak napisał jeden z publicystów i z tą opinią się zgadzam.

Zapowiedź referendum i wszystko to, co w związku z tym powiedział Prezydent na temat Konstytucji było zaskoczeniem nie tylko dla jego najbliższego otoczenia, ale również dla politycznego zaplecza. Wypowiedzi prominentnych polityków PiS pokazały dobitnie, że coś w tej sprawie nie gra. Widać wyraźnie, że Panie i Panowie z partii rządzącej mają sobie co wyjaśniać.

Po co Pan Duda chce rozmawiać o zmianie Konstytucji? Może po to, aby w przyszłości uniknąć odpowiedzialności, za swoje dotychczasowe „osiągnięcia”? Jak i co chce w Konstytucji zmienić? W całej tej sytuacji jest jak pirat drogowy, który za nic mając przepisy proponuje dyskusje nad zmianą kodeksu drogowego.

Szacunek na kredyt i totalne bankructwo

Chce się mieć szacunek dla urzędu i osoby Prezydenta bez względu na opcje polityczną, z której się wywodzi. Jednak Andrzej Duda zrobił bardzo wiele, aby skompromitować zarówno siebie jak i urząd, który z woli Narodu sprawuje. Według poważnych opinii za wielokrotne łamanie Konstytucji grozi mu Trybunał Stanu. Powinien zdawać sobie sprawę, że to właśnie on, a nie Jarosław Kaczyński będzie musiał przed nim odpowiadać. Prezydent, który otwarcie przyznaje, że nie może być „prezydentem wszystkich Polaków” i szuka potomków „zdrajców” w dzisiejszej Polsce na szacunek nie zasługuje.

Ktoś może uznać, że Prezydent Andrzej Duda próbuje kolejny raz „wybić się na niepodległość”. To błąd. Prezydent nie chce być niezależny bo jego niezależność oznacza polityczną nicość. Sprawa referendum to dramatyczna próba zakrzyknięcia do ucha prezesa Kaczyńskiego „Halo! Panie Prezesie! Jeszcze tutaj jestem. Może jednak się przydam.”

Pan Adrian w „Uchu Prezesa” jest zabawny i sympatyczny, a widzom czasami nawet żal, że go tak brzydko traktują źli ludzie za drzwiami, za które nie ma wstępu. Jego pierwowzór w prawdziwym życiu mówi i robi rzeczy, które już dawno przestały być śmieszne.
Trwa ładowanie komentarzy...