Zwody, faule i falstarty

Problemem PiS jest nie tylko to, że nie potrafi rządzić dobrze. Kłopot polega na tym, że nie jest w stanie rządzić normalnie. Jest jak kiepska drużyna piłkarska, która przypadkiem objęła prowadzenie, ale dla której zmienia się zasady gry w trakcie meczu. Trzeba m.in. powiększyć bramkę po stronie przeciwnika, żeby udało się strzelić kolejnego gola.

Nie kwestionuję wyników demokratycznych wyborów, ale partia, która ma dziś większość wygrała wybory składając szereg obietnic bez pokrycia i obiecując gruszki na wierzbie. Populizm rozlał się szeroką falą. Winni wszystkich problemów byli przedsiębiorcy, sędziowie i wszyscy ci, którzy w III RP znaleźli swoje miejsce. Kaczyński i Macierewicz zostali schowani, a Polska była w ruinie.

Szok i panika na pokładzie PiS

Po grubo ponad roku od wyborów widać wyraźnie, że zwycięstwo ich zaskoczyło. Sami nie wierzyli, że Polacy dadzą się tak wykiwać. Przejawem tego są dwa zjawiska, które obecnie obserwujemy. Po pierwsze kompletny chaos, który wynika z nieprzygotowania do rządzenia. Po drugie totalna panika związana z obawą, że tej przypadkowej wygranej nie da się utrzymać przy okazji kolejnych rozgrywek. Ba, może nawet nie da się zakwalifikować do konkursu.

Rządząca partia wie, że jej sposób działania i pomysł na Polskę nie mieści się w granicach państwa prawa. Kaczyński z premedytacją dąży do dyktatury w wydaniu „soft”. Ponieważ nie dało się zmienić Konstytucji zdemolowano Trybunał. Wcześniej, czy później boleśnie to odczujemy w codziennym życiu. Zamachnięto się na Sąd Najwyższy próbując wmówić społeczeństwu, że świat prawniczy to zła kasta, którą trzeba wziąć na smycz. Im bardziej się stawia, tym bardziej potwierdza to powyższą tezę. Nie wiadomo jednak, kto obroni społeczeństwo przed władzą, kiedy ta uzna, że może zamachnąć się na obywateli.

Skok na samorządy i demolka państwa

Żeby wygrać mecz trzeba być świetną drużyną. Ale można też wygrać faulując przeciwnika tak, aby sędzia nie zauważył oraz zmienić zasady na bardziej korzystne dla siebie. I taki też pomysł w przypadku samorządów ma PiS. Z przecieków dowiadujemy się, że zlikwidowana ma zostać druga tura przy wyborze wójtów, burmistrzów i prezydentów. W powiatach powyżej 20 tys. mieszkańców miałyby zostać wprowadzone jednomandatowe okręgi oraz kilka innych zmian, które wykluczają się np. start w wyborach ruchów miejskich. To ostatnie rozwiązanie może paradoksalnie wzmocnić partie opozycyjne. Lokalne komitety będą musiały przyłączyć się do tych, którzy w wyborach startować będą mogli. Potwierdzenia nie ma, ale są za to gorliwe zaprzeczenia. Historycznie patrząc doskonale wiemy, jak często politycy PiS mijali się z prawdą w kluczowych sprawach i z jaką łatwością potrafią zmieniać zdanie w kluczowych sprawach.

Gmeranie przy ordynacji wyborczej to w pisie wielka pokusa. Jacek Sasin ze swoją „wielką Warszawą” był najpewniej balonem próbnym. Ewidentnie badany jest grunt, jak daleko można się posunąć. Czekają nas poważne zmiany w prawie wyborczym. Na początek wybory samorządowe. PiS zrobi wszystko, aby układanka sprzyjała ich kandydatom. Za wszelką cenę. Także demokracji lokalnej.
Trwa ładowanie komentarzy...